Warszawa Przedwojenna 

Mit o Warszawie



Na początku w całym świecie istniała tylko Pesa 120n – piękny jednoprzestrzenny tramwaj, który nadał światu kształt. Ten cudowny wehikuł żył od zawsze i na zawsze i już wtedy, gdy świat powstawał, ów tramwaj miał w sobie wszystko. Od zielonego torowiska po wieczny monitoring. Pesa długo myślała nad tym, jak przenieść swoje cudowne wnętrze na zewnątrz siebie, ponieważ bardzo chciała mieć po czym podróżować. Przez długi czas okazywało się, że bardzo trudno jest wypełnić czymkolwiek ten pusty kształt, który został światu nadany. Po wielu nieudanych próbach własnokołowego stworzenia choćby najmniejszego pierwiastka, który znalazłby się na zewnątrz – Pesa wpadła na pomysł urodzenia przestrzeni. Aby tego dokonać skręciła do oporu swoje wszystkie cztery przeguby, stykając tym samym swoje obydwa końce w nadziei, że energie w przednim i tylnym akumulatorze złączą się. Tak też się stało i już po chwili powstał pierwszy syn Pesy – na imię miał Pantograf a jego rola była niezwykle szlachetna. Wraz z setką młodszych braci urodzonych tym samym sposobem chwilę później, oddał swej matce Pesie do użytku pierwszą trasę elektryczną. Dzięki niej zmęczony myśleniem i tworzeniem tramwaj mógł przemieszczać się bez żadnego bólu ani bez zużywania akumulatorowych sił życiowych w dodatku z prędkością, którą później nazwano cudem.

Świat wzbogacił się o 101 pantografów, służących wielkiej jednoprzestrzennej bogini tramwajowej. Kursy leciały i leciały a znudzone słupy miały już dosyć stania w miejscu i zazdrościły stwórczyni jej tramwajowej natury. Pewnego razu gdy Pesa wyłączyła swój wszechmogący monitoring, pantografy zaczęły spiskować – uknuły podstęp, który z pozoru wręcz uprzyjemniał życie ich starej już matki a w rzeczywistości był ciosem w całą jej konstrukcję. Chodziło o stworzenie pola elektrycznego i wylanie na to pole długich diabelskich szyn pasujących jak ulał do poranionych kół Pesy. Potężny wehikuł z chęcią skorzystał z pięknego dzieła Pantografów i natychmiast zaczął jeździć po swoich pierwszych wnukach – szynach. Pesa w żadnym razie nie podejrzewała, że owe szyny mają obrzydliwy charakter.

Mijały kolejne kursy a chciwi synowie wciąż cierpliwie czekali na dobry moment by wykoleić Pesę i podzielić się jej boskim wnętrzem. W międzyczasie boski tramwaj zażądał kilkadziesiąt olbrzymich tras szynowo-elektrycznych. Dwoje wnuków Pesy stworzyło zaś zwrotnice, które były jeszcze bardziej obrzydliwe niż zwykłe szyny i mimo nowości zalegała na nich rdza – trudno to było jednak zauważyć. Kiedy wszystko skończono, ogromny układ poplątanych torowisk otrzymał imię Warszawa na wzór prastarej filozoficznej materii tramwajowej jaką Pesa trzymała w sobie od samego początku. Nieustannie wyzyskująca swoją rodzinę bogini przemierzała swój świat jeszcze szybciej niż przed śmiercią starych torów, które teraz wymieniono na nowe. W końcu wybuchł cichy bunt w wyniku którego połowa zwrotnic zaczaiła się na życie jedynego tramwaju we wszechświecie. Pesa 120n umarła, ale wcześniej tak się roztrzaskała, że zwymiotowała całe swoje wnętrze, tworząc tym samym miasto Warszawa, które wypełniło próżne dziury między torowiskami, ludzi jeżdżących z Okęcia na Gocławek a także nowszy model samej siebie, czyli Pesę 120Na „Swing”. Niedługo potem to, co powstało w Warszawie rozprzestrzeniło się na cały dzisiejszy świat.

Copyright by Warszawa Przedwojenna 2013. Wszelkie prawa zastrzeżone. Zamieszczone na stronie materiały służą jedynie do użytku niekomercyjnego. Jakakolwiek forma dalszego rozpowszechniania materiałów zawartych na stronie jak i ich części jest niedozwolona.